Wynalazkowo - eksperymenty małe i duże

Raspberry PI

Raspaberry Pi - ogólne wrażenie

A oto kolejny wpis gościnny autorstwa mojego męża:

 

Fajną rzeczą, którą mam zamiar poruszyć w tym wpisie są komputery typu jednoplytkowego. Niedawno wpadł w posiadanie mojej Żony takowy sprzęt i dzisiejsza notka powstaje właśnie na nim.

Urządzenie, którym w tej chwili się bawię to Raspbery Pi, a w skrócie (którego zresztą nigdy nie używam) – RasPi. Osobiście jednak wolę swojsko brzmiące okreslenie – Malinka. Otóż Malinka jest dość niewielkiem urządzeniem wielkości mniej więcej paczki papierosów. Wygląda przekomicznie ze względu na cztery pełnowymiarowe gniazda USB i jedno gniazdo RJ45 (zwane przez większość ludzi „gniazdkiem kabla sieciowego”, a przez resztę portem ethernetu). Malinka w wersji 3 posiada całkiem mocny, czterordzeniowy procesor, o częstotliwości 1,2GHz na rdzeń. Całości dopełnia 1GB RAMu i dysk twardy... z karty micro SD (w moim wypadku 16GB).

Tałatajstwo to może współpracować z kilkoma systemami operacyjnymi – oficjalnie np. pod przystosowanym do jego potrzeb Debianem (zwanym z tego powodu Raspbianem), ale też i Windows 10 IoT na tym pójdzie, a i istnieje (co prawda nieoficjalna, ale zawsze) możliwość postawienia na tym Androida. Istnieje jeszcze kilka innych OS-ów na ten komputerek, ale są to raczej różnej maści mutacje Debiana i innych klasyczynch Linuxów. Najlepiej jednak póki co pracuje mi się na Raspbianie, a i Malinka zdaje się go kochać najbardziej na świecie. Raspbian – wbrew złej opinii o Linuksach, którą zresztą sam wszem i wobec rozpowszechniam – jest bardzo przyjemnym w użyciu systemem. Wszystko jest bardzo intuicyjne, znajduje się mniej więcej am, gdzie człowiek się tego spodziewa, a na upartego można nawet sobie poradzić tylko w środowisku graficznym (co człowiek pracujący na pierwszych wersjach Workbencha z radością docenia).

Oryginalnie komputerek ten mial służyć mojej Małżowinie do skonstruowania robota, a właściwie robocika, który mógłby sobie kursować pomiędzy kuchnią, a pokojem. Wystarczy dokupić odpowiednie podwozie (nic też nie stoi na przeszkodzie jeśli ktoś ma np. dostęp do drukarki 3D aby zbudować je samemu), płytkę do sterowania silnikami (nic nie stoi też na przeszkodzie, aby samemu taką zbudować jeśli tylko ma się podstawowe umiejętności z dziedziny posługiwania się lutownicą – których oczywiście nie posiadam) i wszystko to ładnie wysterować za pomocą aplikacji na telefon i będzie śmigać jak głupie. W każdym razie taki jest plan minimum. O planie maximum wspomnę publicznie dopiero jak uda się zrealizować plan minimum. Jednak najbardziej podoba mi się Malinka w roli komputera biurkowego. Raspbian ma wbudowaną przeglądarkę i pakiet biurowy, wystarczy to podłączyć do monitora i śmiga jak durne.

Oczywiście Malinka nie wyczerpuje tematu (krótki i zapewne niepełny spis tego typu komputerów do znalezienia tutaj), ale sam pomysł baaaardzo mi się podoba. Może rzeczywiście zamiast inwestować w wymianę mojego starego, dwunastoletniego blaszaczka (laptopów zwyczajnie nie cierpię) zainwestuję w kolejnego Raspberry?